Prawnik w krainie biznesu, czyli na tym znają się wszyscy

Polska to kraj specjalistów. Powszechnie wiadomo, że wszyscy znamy się na medycynie, marketingu, sporcie, polityce a nawet prawie. Gdy TNS OBOP kilka lat temu zapytał Polaków, co robią, gdy biorą kredyt na mieszkanie lub kupują samochód, okazało się, że owszem, szukają porady, ale u szwagra, sąsiada czy kolegi z pracy. I to do nich – zamiast do specjalisty - zwracają się najpierw po pomoc.

Dlaczego? Respondenci wymienili kilka powodów. Prawie 99% spośród tych, którzy nie korzystali z usług prawnika, twierdzi, że nie miało takiej potrzeby, a tylko 1%, że nie było go stać. Tylko 19% uważa, że w wątpliwych sytuacjach o pomoc najlepiej zwrócić się do prawnika. Za to za naszą zachodnią granicą aż 65% osób deklaruje, że posiada własnego rodzinnego prawnika, podczas gdy w Polsce takich osób jest tylko 1 %. Skąd ta dysproporcja?


Jesteśmy zupełnie niewyedukowani w tym zakresie. Zostawieni samopas z tematem opieki prawnej. Nieświadomi do czego tak naprawdę prawnik jest nam potrzebny. Jak temu zaradzić? Myślę, że w tym zakresie konieczna jest zmiana w edukacji już od najwcześniejszych lat polegająca na wprowadzeniu elementów prawa do szkół już na poziomie podstawówki, czy też rzetelne potraktowanie tego tematu na poziomie szkół średnich. Niewątpliwie doprowadzi to do wykształcenia przekonania, że zapobieganie zawsze jest tańsze i rozsądniejsze niż likwidacja skutków – przyznaje radca prawny Mariusz Boruch.

Przedsiębiorca, czyli człowiek orkiestra
Im dalej w las, tym gorzej. Polscy przedsiębiorcy to w większości samozwańczy spece od wszystkiego. Sami zajmują się księgowością, marketingiem, a jeśli trzeba – obsługa prawną. Czemu nie?! Człowiek orkiestra poradzi sobie sam albo zadzwoni do szwagra. I nie jest to specyfika jednoosobowych działalności, ale niekiedy kilkunastoosobowych firm nietkniętych prawniczą ręką. Niewiarygodne, a jednak jest prawdziwe. Jak przyznaje Mariusz Boruch najwięcej kłopotów wynika z zaniedbań samych przedsiębiorców. Tradycją wśród Polaków w takich sytuacjach jest już to, że dopiero kiedy podpisano umowę i pojawiają się problemy, szuka się pomocy prawnika. Wtedy zamiast przeciwdziałać pożarowi, musimy go gasić, na co niejednokrotnie jest już za późno. Wiodącą dziedziną jest chyba budownictwo. Jeżeli w ogóle doszło do podpisania umowy, to już należy uznać to za wielki sukces, bo wiele rzeczy opiera się o ustalenia ustne, a takie nie są wiążące albo nawet sprzeczne z bezwzględnie obowiązującymi przepisami, a tym samym nieważne - mówi Boruch.

Tymczasem w ubiegłym roku w Dzienniku Ustaw opublikowano 2367 pozycji, co tylko potwierdza, że prawo polskie wymaga fachury. Według mojej wiedzy jest około 300 aktów prawnych, w których są zamieszczone przepisy karne. Jest to ogromna ilość. Do tego dochodzi skomplikowany język. Sprzeczności pomiędzy różnymi aktami prawnymi i względność definicji tych samych pojęć, a zatem sprzeczności których nie da się w wielu wypadkach rozstrzygnąć normami kolizyjnymi – przestrzega radca.

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana
Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, ale kto ryzykuje za dużo może doprowadzić do sytuacji, gdy o swoje upomina się skarbówka, pracownik pozywa do sądu a kontrahent zalega z fakturami. I wtedy zaczynają się desperackie poszukiwania prawniczego SORu, który wyciągnie nas z tarapatów. Tymczasem jeśli pacjent latami omijał gabinet lekarza i narastające dolegliwości nagle ścinają go nóg, trudno zagwarantować, że leczenie przyniesie efekt. Prawnicy są traktowani jak ratownicy – wzywani tylko wtedy, gdy mamy nagły przypadek.

Dlaczego nie lubimy prawników?
Byłoby bardzo niesprawiedliwe zrzucać całą winę na nieświadomych klientów. Prawdą jest, że prawnicy przez lata zapracowali na opinię niedostępnego, wyniosłego i drogiego specjalisty schowanego za monumentalnym biurkiem. Wizyta u kogoś takiego bywa trudnym przeżyciem, szczególnie że niejednokrotnie musimy mu opowiedzieć o bardzo osobistych problemach. I tu oczekuje się od prawnika już nie tylko fachowej pomocy, ale i empatii. Jednym słowem – musimy mu zaufać i za to zaufanie, podobnie jak za fachową pomoc, zapłacić.
Tymczasem do prawników ciężko jest dotrzeć. Jak zatem szukać prawnika, na którego nas stać i który jest skuteczny? W tej branży działa prawo rynku jak w każdej innej. Nikt na nikogo się nie obraża – jeśli Klientowi nie odpowiada cena – poszukuje innego specjalisty. Na rynku funkcjonują tysiące prawników. W związku z tym można sobie wybrać usługę bardzo drogą, ale także znaleźć dobrą i tanią oraz dopasować formę rozliczeń i np. rozłożyć koszty obsługi prawnej na miesiące czy też przyjąć system rozliczeń ryczałtowych – wyjaśnia Boruch.

No to po co mi prawnik?
Prawnik dziś to ktoś znacznie więcej niż specjalista od paragrafów. To przede wszystkim doradca biznesowy, który niejednokrotnie zjadł zęby na branży klienta i jego doświadczenie może przynieść wymierne korzyści. Prawnik, który jest stałym pracownikiem firmy i zna od podszewki branżę, specyfikę pracy danego zespołu oraz oczekiwania zarządu, jest po prostu bardziej efektywny. Wie również, co jest słabą, a co mocną stroną organizacji, gdzie trzeba wzmóc nadzór na aspektami prawnymi, a gdzie jest bezpiecznie. To też rodzaj wentylu bezpieczeństwa – jeśli coś pójdzie nie tak, to on ponosi odpowiedzialność za wszystkie kwestie prawne.

Każdy z nas - niezależnie od tego czy prowadzi własną działalność, czy pracuje dla kogoś, podpisuje różnego rodzaju umowy – o pracę, o wynajem mieszkania, o kredyt, dokumenty kupna i sprzedaży. Czy warto z każdym „papierem” biec do kancelarii? Na pewno warto zainwestować 100 zł w konsultacje wątpliwego zapisu, niż później „popłynąć” na sumę o kilka zer większą.
Trwa ładowanie komentarzy...